środa, 14 sierpnia 2013

Grzech jedenasty.




„Zatańcz ze mną jeszcze raz
Otul twarzą moją twarz
Co z nami będzie? - za oknem świt
Tak nam dobrze mogło być 
Gdy ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się
W nicości trwam
Gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też
Zatańcz ze mną jeszcze raz
Chcę chłonąć każdy oddech twój
Co z nami będzie? - uwierz mi
Tak jak ja nie kochał nikt 
Gdy ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się
W nicości trwam
Gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też  
W salonie wśród ciepłych świec
Już nigdy nie zbudzisz mnie
Już nigdy nie powiesz mi
Jak bardzo kochałeś mnie
Kochałeś mnie, kochałeś mnie. 
Czy słyszysz jak tam daleko muzyka gra? 
Zatańcz ze mną, jeszcze raz 
Gdy ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się
W nicości trwam
Gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też 
Zatańcz ze mną, ostatni raz 
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też.”

Edyta Bartosiewicz - Ostatni.









                    Otwierasz oczy. Widzisz tylko ostre światło, rażące w oczy. Po chwili mdlejesz. Stół operacyjny nie jest mile widziany, nie wiedząc czemu się przebudziłaś, na chwile. Nie wiedząc także dlaczego w uszach, pośród tej ciemności obija ci się o uszy piosenka Edyty Bartoszewicz. Wszystkie słowa kojarzą ci się tylko z wysokim zawodnikiem. Kapitanem rzeszowskiej drużyny, twoim przyjacielem, a także kochankiem.
                   Przed zamkniętymi oczami, z ciemności wyłania się. Numer siedem na koszulce, charakterystyczny cienki pasek pod cyfrą i uśmiech na twarzy. I ten śmiech, co ostatnio.

                     Budzisz się i widzisz te białe ściany. To szpitalna sala, a może także całe twe życie, powodują depresję, z której nawet po wyjściu ze szpitala nie potrafisz się pozbyć. Oczywiście Alek odwiedzał Cię codziennie, chciał siedzieć całymi dniami, lecz lekarze nakazywali mu wyjść chociażby na dwie godziny. Wprowadził się do Ciebie, zaniósł do sądu wniosek o rozwód. Nie mógł pojąć, z kim tak naprawdę żył.
                   Siedziałaś na sali, kiedy twoja oprawczyni z miną pokerzystki mówiła, że to nie jej wina, a wnosiła o rozpad małżeństwa z winy, jej jeszcze wtedy męża. Widziałaś jak po rozprawie z uśmiechem patrzyła ci w oczy, chociaż przegrała już po pierwszej sprawie. Pani adwokat.

                     Fabian o dziwo dał ci spokój. Chociaż twoje grzechy były odczuwane na każdym kroku. Może zrozumiał, że ty nigdy go nie kochałaś? A może to, że zakochana byłaś ale tylko w wyobrażeniu jakim jest mężczyzną? Zawsze chciałaś by był taki. Taki jak Olieg Achrem.




Koniec.



taki koniec. pozostaje otwarty, niech każdy wymyśli swoje zakończenie. czy będzie sprawa w sprawie napaści? czy będą oboje szczęśliwi? czy grzechy się odbiją? to już wasza wyobraźnia wszystko zakończy.
dziękuję wszystkim, czytającym i tym, którzy dzielili się swoją krytyką. dziękuję bo miałam dla kogo pisać. niewątpliwie grzech pozostanie moim jednym z lepszych dzieł, w każdym razie dla mnie. 
za błędy przepraszam, ale już nie mam siły poprawiać, zbyt zmęczona jestem.


zapraszam na nowe dzieło; PRZEPRASZASZ.